Włoskie popiersie damy w kapeluszu przed i po renowacji, kolaż na ciepłym tle.

Kiedy nas już nie będzie, przedmioty zostaną. Listopadowe myśli z pracowni

1 listopada ma w sobie ciszę, której nie ma żaden inny dzień. Nawet kiedy wokół słychać kroki, rozmowy i szelest liści, myśli biegną gdzieś dalej. Do ludzi, których już nie możemy zapytać, jak minął im dzień. Do głosów, które pamiętamy coraz mniej wyraźnie. Do zwyczajnych chwil, które dopiero po czasie okazują się bezcenne.

A ja myślę wtedy również o przedmiotach.

Może dlatego, że do mojej pracowni trafiają rzeczy, które miały już swoje życie. Były czyjeś. Stały w jakimś pokoju, ktoś je wybierał, przestawiał, odkładał na miejsce. A potem drogi człowieka i przedmiotu się rozeszły. Czasem zostaje po tym nazwisko albo data. Częściej nie zostaje nic, co pozwoliłoby poznać właściciela.

Skrzynka znaleziona na działce

Tę skrzynkę znalazłam podczas porządkowania działki. Dziś jest szkatułką z motywem Krakowa, po pracy moich rąk, z kolejnym rozdziałem zapisanym na jej powierzchni. Ale kiedy na nią patrzę, wracam myślami do chwili znalezienia i do pytania: czyja była wcześniej?

Co ktoś w niej trzymał? Ważne drobiazgi czy rzeczy zupełnie codzienne? Czy była prezentem? Czy stała zawsze w tym samym miejscu? Czy jej właściciel w ogóle pomyślał kiedyś, że obca osoba będzie się nad nim zastanawiać, trzymając w rękach jego skrzynkę?

Nie znam odpowiedzi. Nie chcę ich wymyślać i udawać, że znam jej przeszłość. Ta niewiedza jest częścią spotkania z takim przedmiotem. Mogę przyjrzeć się temu, co zostało, i zadbać o to, żeby nie skończyło jako coś niepotrzebnego.

Wyobrażona scena AI: kobieta w stylu lat 60. przy stole ze szkatułką z motywem Krakowa.

Zobacz przedmiot tutaj

Dzisiaj jest u mnie. A później? Komu ją przekażę? W czyim domu znajdzie swoje miejsce? Może ktoś schowa w niej listy. Może zdjęcia albo drobiazgi, które dla wszystkich innych będą bez wartości, a dla tej jednej osoby będą całym światem.

I pewnego dnia ktoś znów ją otworzy. Być może nie będzie już wiedział ani do kogo należała wcześniej, ani kim była kobieta, która znalazła ją na działce i postanowiła się nią zająć.

Lampa i ci, których już nie zapytam

Podobnie patrzę na starą lampę naftową. Widzę szkło, metal, detale. Ale myślami wychodzę poza jej wygląd.

Przy czyim stole stała? Czy ktoś przy niej czytał, szył, rozmawiał? Czy była świadkiem spokojnych wieczorów, czy czekania na kogoś, kto długo nie wracał?

To tylko pytania, nie opowieść o jej udokumentowanej przeszłości. Nie wiem, jakie sceny naprawdę jej towarzyszyły. Wiem jednak, jak łatwo patrzeć na stary przedmiot i zapomnieć, że dla kogoś mógł być po prostu częścią zwyczajnego dnia. Nie antykiem. Nie dekoracją. Swoją lampą.

Wyobrażona scena AI: dama Belle Époque czyta książkę przy stole obok zabytkowej lampy naftowej Pastelii.

Zobacz przedmiot tutaj

Włoskie popiersie damy. Kolejny rozdział

Jest też włoskie popiersie damy w kapeluszu. Kolejny przedmiot z rękodzieła na starej bazie, któremu mogłam poświęcić czas i nadać nowe życie. Kiedy patrzę na nie przed i po renowacji, widzę nie tylko zmianę wyglądu, ale też dalszy ciąg historii, której początku nie znam.

Nie wiem, w czyim domu stała wcześniej ta dama ani kto zatrzymywał na niej wzrok. Dziś nosi również ślad mojej pracy. Odnowiona, znów może znaleźć swoje miejsce u kogoś, kto zechce się nią zaopiekować.

Włoskie popiersie damy w kapeluszu przed i po renowacji, kolaż ze zmienionym tłem.

Zobacz przedmiot tutaj

Jesteśmy tu na chwilę

Jest taka myśl, która potrafi zaboleć: kiedyś może nie być już nikogo, kto pamięta nasz głos, śmiech, sposób poruszania się po domu. Kto wie, dlaczego trzymaliśmy ten jeden kubek albo czego nie pozwalaliśmy wyrzucić z szuflady.

A przedmiot pozostanie.

Skrzynka. Lampa. Krzesło. Coś, czego dotykaliśmy codziennie, nie przywiązując do tego większej wagi. Może przejść przez kolejne ręce i przetrwać dłużej niż opowieść o nas.

Nie jest to dla mnie pocieszenie, które unieważnia stratę. Rzecz nie zastąpi człowieka. Ale czasem staje się punktem zaczepienia dla pamięci. A kiedy znika już nawet imię, zostaje czyjś ślad: wybór, naprawa, przetarcie, troska, dzięki której czegoś nie wyrzucono.

Nie zatrzymuję czasu. Przekazuję dalej

W pracowni nie potrafię zatrzymać przemijania. Mogę za to nie przejść obojętnie obok czegoś, co jeszcze może komuś towarzyszyć.

Odnawiając stary przedmiot, dokładam do jego historii swój fragment. Nie odzyskuję wszystkich poprzednich rozdziałów. Nie znam ludzi, którzy byli przede mną. Przez jakiś czas jestem po prostu kolejną osobą, która bierze za tę rzecz odpowiedzialność.

Potem przyjdzie ktoś następny.

Właśnie o tym myślę 1 listopada. O ludziach, których pamiętam. O tych, o których nie ma już komu opowiedzieć. I o skrzynce znalezionej podczas porządkowania działki, która jeszcze nie skończyła swojej drogi.

Może nie chodzi o to, żeby posiadać coś na zawsze. Może wystarczy przez chwilę dobrze się tym zaopiekować. A później przekazać dalej, jeśli możemy, razem z kilkoma zdaniami o tym, skąd przyszło.

Żeby następna osoba wiedziała choć trochę więcej.

Od „no to napraw” zaczęła się Pastelia

Właśnie tak zaczęła się historia Pastelii. W grudniu zeszłego roku, podczas remontu mieszkania i porządkowania starych przedmiotów. Wśród nich były rzeczy uszkodzone, ale też rodzinne pamiątki, które towarzyszyły nam od kilkudziesięciu lat.

„Wyrzucamy, bo wszystkie są uszkodzone” powiedział mój mąż.

A ja odpowiedziałam, że nie wyrzucę. Bo to nie są dla mnie po prostu stare rzeczy. To pamiątki, które są w naszej rodzinie od dziesiątek lat. Nie chciałam, żeby ich historia skończyła się tylko dlatego, że coś pękło, odprysnęło albo wymagało naprawy.

Czasem myślę, co stałoby się z takim przedmiotem, gdybym jednak go wyrzuciła. Może zmiażdżyłaby go maszyna na wysypisku, może trafiłby do spalenia. Razem z nim bezpowrotnie zniknąłby kawałek rodzinnej historii. A przecież wystarczyło dać mu szansę na kolejny rozdział.

„No to napraw”.

I tak naprawiam już dziesięć miesięcy. Od rodzinnych pamiątek zaczęła się droga, która zaprowadziła mnie do kolejnych przedmiotów czekających na drugą szansę. A ponad 200 przedmiotów macie już w swoich domach. Teraz to Wy jesteście częścią ich historii.

Kiedy wracam myślami do tamtej rozmowy, trudno mi uwierzyć, ile zmieniło zwykłe „nie wyrzucę”. Dziękuję, że dopisujecie do tej opowieści własne rozdziały.

Dlatego właśnie stara baza

Znajdź stary przedmiot, który czeka na swój kolejny rozdział. Może to właśnie Ty staniesz się częścią jego historii? Zajrzyj do kolekcji Rękodzieło na starej bazie i poznaj przedmioty, którym dałam nowe życie.

Dlatego powyższa zakładka jest moją ulubioną. To właśnie w te przedmioty wkładam najwięcej serca. Niektóre znajduję na targach staroci, zniszczone i zapomniane. Inne przekazują mi ludzie z nadzieją, że uda mi się tchnąć w nie życie.

Zamiast dalej leżeć gdzieś na uboczu i niszczeć, trafiają do mojej pracowni. Poświęcam im czas, uwagę i pracę rąk. Nie po to, żeby wymazać wszystko, czym były, ale żeby mogły znów stać się dla kogoś ważne.

Nie znam wszystkich ich dawnych historii. Mogę jednak pomóc im znaleźć dalszy ciąg. I chyba właśnie za to kocham tę część mojej pracy najbardziej.

Pastel Lady

Powrót do blogu

Zostaw komentarz

Pamiętaj, że komentarze muszą zostać zatwierdzone przed ich opublikowaniem.